
|
European Tap Seminar 2004 - fotorelacja z Belgii
Takie ulokowanie tej małej miejscowości sprawia, że panuje tam swoisty mikroklimat deszczowy. Praktycznie przez całe lato, prawie każdego dnia, pada obfity deszcz. Przez cały tydzień pobytu tam oglądaliśmy może 2 bezdeszczowe dni. Jeden z nich skrupulatnie wykorzystaliśmy na zrobienie zdjęć pamiątkowych na świeżym powietrzu (fot. z lewej). Zaproszenie
Do Belgii wyjechałem w poniedziałek piątego, a wróciłem w sobotę siedemnastego lipca. Spędziłem tam prawie 2 tygodnie, seminarium trwało tydzień, pozostały czas spędziłem na graniu koncertów i towarzyskim wypoczynku. Arts-O-Base, koncert w BrukseliDo najciekawszych wydarzeń pobytu w Belgii zaliczyłbym koncert 07.07.2004 w jazzowym klubie Arts-O-Bases w Brukseli, w którym na co dzień grywają największe sławy światowego jazzu, kilka dni wcześniej koncertował tam Sylvian Luc. Klub ten przypomina swoim wyglądem nieco poznańską "Piwnicę 21". Nagie nieotynkowane ściany, symbole kojarzące się z Milesem Davisem i Charlie Parkerem, kameralne stoliki, scena na podwyższeniu, estetycznie oświetlona i wyposażona w wysokiej klasy kompletne nagłośnienie (także na stanie klubu znajdują się wzmacniacze gitarowe, basowe i perkusja). Klub posiada oczywiście swojego akustyka, który znał się dobrze na swojej robocie.
Muszę przyznać, że powaliła mnie kompetencja sekcji rytmicznej, z którą grałem po raz
pierwszy w życiu (bez wcześniejszej próby) - fot. z lewej, poniżej. Pierwszy koncert wypadł nadwyraz dobrze, sekcja grała jak lokomotywa, bez żadnych wpadek i niedociągnięć, zakończenia
utworów zawsze wypadały bardzo pewnie, co przypadło do gustu publiczności. Grając po raz pierwszy z tymi panami czułem się jakbym
grał z nimi od lat (fot. z prawej). Miasteczko akademickieNastępnego dnia wyjechaliśmy do Neufchâteau (200 km od Brukseli). Pierwsze zaskoczenie to skala organizowanych tam warsztatów muzycznych. Trafiliśmy do miasteczka akademickiego, gdzie znajdowały się akademiki oraz sale wykładowe. W tym czasie kiedy trwało nasze spotkanie European Tap Seminar, równolegle odbywały się inne muzyczne kursy. Dominowała muzyka etniczna, która wydaje się być bardzo modna, ale nie tylko.
Koncert w Neufchâteau
Zagrałem jeszcze kilka dni później trzeci koncert, tym razem grałem ze świetnym gitarzystą jazzowym François Willemaers, nauczycielem na innym z kursów. François skończył 2 lata temu Wydział Jazzu na Akademii Muzycznej w Brukseli. Grał znakomicie, poznałem go mniej więcej w połowie warsztatów i od razu zaproponowałem wspólne jamowanie w zaciszu. Ponieważ sal do grania było naprawdę dużo spotykaliśmy się kilka razy bez publiczności. Oczywiście dla mnie te spotkania były swoistą formą nauki, graliśmy standardy, a ja pytałem go o wiele różnych rzeczy, które tam grał. Najbardziej pamiętną dla mnie chwilą było wspólne granie OLEO, François zaczął grać solo i grał tak przepięknie, że kiedy skończył solo i oznajmił "Now you", grzecznie odpowiedziałem "Are you kidding? NOT after you, I won't play after such great, colorful solo". To był ten moment, kiedy poczułem ile mi jeszcze brakuje. Przywiozłem kilka stron zapisek, wskazówek, które dał mi François, a ja skrupulatnie zapisałem. Postaram się ściągnąć François na jaZZlot w przyszłości. Mam nadzieję, że się uda. Kilka dni później zagraliśmy z François krótki jazzowy koncert w salach wykładowych, niestety koncert ten nie był fotografowany. Master Class on Bach PlayingMoje zajęcia odbywały się popołudniami (fot. z prawej). Zaczynałem o godzinie 1400 lub 1500 w zależności od dnia. Grupa tapperów liczyła 15 osób (prawie każdy był z innego kraju: 2 osoby z USA, 2 z Wielkiej Brytanii, 2 z Belgii, 5 Niemców, pozostali pochodzili z Argentyny, Francji, Finlandii i Szwajcarii).
Podczas wykładów używałem wiadomości zawartych w traktacie Kirnenberga - wielkiego ucznia Bacha, który spisał jego metody. Mówiłem zatem o sposobach w jaki Bach uczył swoich uczniów, a także wskazałem na dwa polskie powiązania Bacha. Zwracałem także uwagę na ornamentację, którą Bach zapisywał jako pierwszy w historii kompozytor, oraz na fakt, że grając na klawikordzie Bach wykorzystywał vibrato jako ornamentację, co jest możliwe w przypadku tappingu.
Bardzo ważną sprawą było uczenie się utworów na pamięć. Od niedawna stosuję metodę nauki, która polega na ćwiczeniu utworu od dowolnego momentu, co wcale nie wymaga większego wysiłku czasowego. Zamiast palcami pracujemy jednak głową i w czasie grania nie gubimy się zbyt często. Pokazywałem także metodę uczenia się melodii bez instrumentu, kiedy nie ćwiczymy utworu na instrumencie, a od razu go gramy (jest to dla mnie możliwe w przypadku łatwych utworów).
Wśród uczniów dominowały instrumenty różne od Sticka, gitarzystów było oprócz mnie jeszcze dwóch. Stykistów chyba 5. Pozostali grali na Warr Guitars (3), Austin Douglas Guitars (3) i kilka było lutniczych wynalazków - bardzo nietypowych gitar, o których zaraz wspomnę. Praktycznie w grupie tapperów było tylko 2 młodszych ode mnie. Średnia wieku na tym kursie wynosiła ok. 35 (!) lat. Prawie wszyscy też byli zawodowymi muzykami (i oni słuchali moich lekcji?) ;). Demonstracje sprzętuW czasie warsztatów bardzo często odbywały się prezentacje sprzętu. Ja byłem na dwóch dla tapperów, ale podobno miała być też trzecia (nie wiem czy była, w każdym razie mnie nie było). Pierwsza to WARR GUITARS, prezentował Jim Wright, są to instrumenty bardzo drogie, cena za podstawowy zaczyna się od 2000 USD + cło. Jim demonstrował instrument za 6000 USD i chyba robił to skutecznie, bo widziałem że jeden z kursantów kupował Warr Guitars, ale nie tą drogą wersję.
Trzecia prezentacja mnie chyba ominęła, Yuri Wasilewskij, rosyjski lutnik mieszkający w Amsterdamie chyba, robił bardzo dobre gitary. Miał taką jeden z uczniów: dopieszczone, ale bardzo drogie. Ja oczywiście miałem też czas przeznaczony na prezentację swojego sprzętu, ale ta prezentacja się nie odbyła. Mimo moich starań nie udało mi się dogadać z żadną polską firmą produkującą gitary. Warto jednak wspomnieć, że po prezentacjach odbywała się sprzedaż gadżetów (np. była prezentacja Warr Guitars i potem sprzedaż strun, koszulek, płyt nagranych na Warrach itp.) i średnio każdy uczeń zostawiał ok. 100 (!) Euro, byli tacy co kupowali mniej, byli i tacy, którzy kupowali gadżety za około 300 euro. Jednak tam książka do nauki gry np. na Sticku kosztowała ok. 40 euro. Z tego też co zauważyłem normalną praktyką była sprzedaż instrumentu na którym odbywa się prezentacja, nauczyciel przyjeżdża z instrumentem, sprzedaje go i wraca z gotówką do kraju. Jim nie sprzedał swojego bo był za drogi i nie jestem pewien czy tego nawet chciał (6000 USD), ale Sigi robił interesy, a i widziałem że muzycy na innych kursach (np. perkusiści) także. Epilog
Nawiązałem też kilka kontaktów za granicą i myślę że w przyszłości zaoowocują obustronną współpracą. Mam nadzieję w przyszłości ściągnąć do Polski co najmniej 2 muzyków. Być może uda się to zrobić w ramach sierpniowego jaZZlotu. Najważniejszą jednak rzeczą dla mnie był czysto muzyczny impuls do rozwoju, jaki dostałem od 2 nauczycieli, których udało mi się namówić na prywatne korepetycje - tego fantastycznego gitarzystę Francois, oraz Markusa Reutera (po Guitar Craft Roberta Frippa). Nauczyłem się bardzo wielu nowych rzeczy, teraz czas wszystkie uporządkować i solidnie wyćwiczyć! |
Kanał RSS© 2002 - 2010 Fulara.com
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Kontakt: foolx@onet.pl