Strona główna - www.fulara.com
Fulara.com
Newsletter i ulubione
· Kanał RSS - nowości
· 
[więcej...]
Polecamy
·  www.SoundTrade.pl
·  Trio basowe Be3
·  Tomek na MySpace
Prywatna Szkoła Muzyki Rozrywkowej

REK Guitars - best choice for you!

RotoSound strings - finnest choice!

Taurus - wzmacniacze basowe

BOX - najlepsze nagłośnienie do techniki tapping oburęczny!

Merlin Pickups

Professional Cables

GMR gitary basowe

G-Lab efekty gitarowe

Magazyn Gitarzysta

Wydawnictwo ABSONIC

Guitar Zone - portal gitarowy

Kup płytę ''Doubleshred''

Tapping oburęczny - mój punkt widzenia

Tapping oburęczny jest techniką gry na gitarze elektrycznej. W zasadzie można spotkać się z dwoma różnymi definicjami tappingu oburęcznego. Pierwsza, według mnie bardziej właściwa, oznacza granie na gitarze w sposób podobny do pianina. Najbardziej klasycznym przykładem tego typu tappingu są utwory grane przez Stanleya Jordana. Często też można spotkać się z inną definicją tej techniki. Niektórzy muzycy (np. Maciej Gładysz) posługują się bardzo zaawansowaną odmianą tappingu. Grają solówki przesterowanym dźwiękiem używając więcej niż jednego palca prawej ręki. Często i taki styl grania określany jest mianem tappingu oburęcznego. Można wówczas postawić tą technikę w jednym rzędzie razem z sweepingiem, legato, skippingiem, staccato i zwykłym tappingiem. W tym przypadku nie służy ona do grania całych utworów, lecz jedynie jako efekt specjalny będący w rękach mistrza pewnym wyrazem środku artystycznego.

Należy także jasno rozróżnić tą technikę i tapping "rockowy" (jednopalczasty?). W zasadzie te tapping oburęczny nie ma prawie nic wspólnego z tym "rockowym" - gra się nim zupełnie inne rzeczy. W tappingu rockowym mamy do czynienia z jedną ścieżką, grają dwie ręce, ale ich praca jest ściśle zależna - jak gramy dźwięk ręką prawą to lewa wtedy milknie i na odwrót. Prawa ręka jest tam motorem gry - napędza, nadaje rytm i energię strunie. Zresztą podobną rzecz można powiedzieć o tej drugiej definicji słowa tapping oburęczny - tam gdzie wykorzystujemy kilka palców prawej ręki - tam też występuje zjawisko "zależności" pracy rąk - jak gra prawa to nie gra lewa i na odwrót. Mnie osobiście takie sztuczki przestały bawić dawno temu. Wpłynęło na to kilka względów. Najważniejszy jest chyba fakt że grane dźwięki dyktowane są przez technikę - trudno zagrać jakąś melodię tappingiem rockowym (jednopalczastym). Jeśli używamy więcej palców - to ograniczenie jest dużo mniejsze no i można już coś zagrać np. słynny "Lot Trzmiela" (M. Rimskij-Korsakow) w wykonaniu Jennifer Batten. Tym niemniej nie zagramy w ten sposób polifonii, czy też fortepianowych utworów Mozarta. Nawet można zaryzykować twierdzenie że tapping rockowy ma więcej wspólnego z legato (w sensie G. Skawińskiego) niż z tappingiem oburęcznym. Na tej stronie nie znajdziecie więcej informacji na temat "rockowej" odmiany tappingu. Zainteresowanych odsyłam do nagrań Eddiego VanHalena, Jennifer Batten, Steve Vai'a i innych wirtuozów rockowej gitary.

Według pierwszej definicji tapping oburęczny jest to "sposób na granie w ogóle". Można grać posługując się wyłącznie tą techniką skomplikowane utwory polifoniczne Bacha, których nie sposób zagrać na gitarze w żaden inny sposób. Można też improwizować solówkę grając sobie w tym samym czasie samemu podkład. Nie jest to technika prosta, być może właśnie dlatego tak mało popularna. Mistrzowie tappingu oburęcznego grają jednocześnie na dwóch gitarach.

Moja fascynacja tą techniką zaczęła się kilka lat temu na koncercie zespołu "Ptaki", w którym wystąpił Partyzant - znakomity polski gitarzysta grający tą techniką. Jeszcze w szkole muzycznej bardzo lubiłem grać utwory polifoniczne (zwłaszcza J. S. Bacha) i tego mi brakowało, kiedy w V klasie szkoły muzycznej moja fascynacja przenisła się na gitarę elektryczną. Na kocercie Partyzanta pojawiła się myśl: "To jest możliwe!! Można zagrać Wariacje Goldbergowskie na gitarze solo!"

Można powiedzieć, że jest to technika wymagająca dużej wiedzy na temat muzyki. Bardzo mi się przydała wiedza jaką zdobyłem w szkole muzycznej podczas lekcji gry na akordeonie. Dobra znajomość harmonii jest podstawą podczas grania ze słuchu. Niezbędna jest też znajomość nut. Granie tą techniką z tabulatur - to jakaś pomyłka.

Właściwie podczas nauki nie dotykałem nut napisanych na gitarę. Przeważnie odgrzebywałem moje stare zbiory utworów do nauki gry na akordeonie i fortepianie (instrument dodatkowy). Największym problemem przy przeróbce takich utworów są bardzo ograniczone możliwości skali gitary (do czterech oktaw, maksymalnie sześć dźwięków jednocześnie). Fortepian ma dla porównania ponad osiem oktaw. Niektórych stać na dwie gitary (i dwa piece :)) co znacznie zwiększa możliwości brzmieniowe.

Grając w ten sposób utwory, które wcześniej znałem z lekcji gry na akordeonie, spotkałem się ze sporą ilością problemów technicznych. Najtrudniej jest zapanować nad dźwiękiem. Niektóre nuty trzeba uderzać palcem, inne wydostają się poprzez oderwanie palca. W określonym przebiegu wszystkie muszą być jednakowej długości i głośności. Powinny one być grane w taki sposób, aby odróżnienie pierwszej i drugiej sytuacji było niemożliwe. Tego typu problemy sprawiły, że nauczenie się tego samego utworu na pianinie jest znacznie prostsze niż zagranie jego przeróbki techniką tappingu oburęcznego na gitarze.

Muzyk grający tą techniką może również spełniać rolę podobną do pianisty w zespole. Ostatnio gram w trio muzykę instrumentalną zbliżoną do jazzu. Gram najczęściej linię melodyczną i akordy jednocześnie. W czasie kiedy basista improwizuje można też zagrać akordy w połączeniu z walkingiem. Nie wspomnę już o tym jak Stanley Jordan gra sam na koncercie prowadząc jednocześnie walking lewą ręką i improwizację prawą, wtrącając przy tym gdzie niegdzie akordy.

W ostatnich latach powstało wiele nietypowych odmian tej techniki. Produkowane są specjalne gitary (Stick i Warr Guitars), które kosztują ok 4000 $. Posiadają najczęściej nietypową ilość strun (8, 10, 12, 16). Na przykład jedna z odmian to złożenie gitary elektrycznej z basową (10 strun). Oczywiście każda taka odmiana jest jedyna w swoim rozdzaju, co innego oznacza bowiem granie jednocześnie na dwóch gitarach, a co innego oznacza granie jednocześnie na gitarze i basie. Można spotkać muzyków grających tą techniką na gitarze akustycznej. Bardziej zainteresowanych nietypowymi odmianami tappingu zapraszam na stronę Franka Jollife (zajrzyjcie do działu "Linki").

W dziale "Linki" można też znaleźć odnośniki do innych stron internetowych poświęconych tej technice, między innymi polecam artykuł napisany przez samego mistrza tej techniki Stanleya Jordana. Muzyka i filozofia tego wyjątkowego gitarzysty jest godna polecenia, choć nie wszystko mi odpowiada i nie ze wszystkim się zgadzam. Polską wersję tego artykułu możecie przeczytać w dziale Tapping oburęczny - od czego zacząć?

Zachęcam też wszystkich chcących zgłębiać tajniki tappingu do lektury moich przemyśleń na temat stosowania tappingowego "portato". Takie podejście pomogło mi zrobić spory krok na przód, a po co macie wyważać otwarte drzwi, albo oduczać się złych nawyków...

Nie wiem na ile ta mało popularna technika rozwinie się w najbliższych latach, ale widzę, że warto zgłębiać tajniki tappingu, bo pozwoliły mi one wyzwolić się (nie całkowicie oczywiście) ze schematycznych zagrywek, jakich używałem przeżywając fascynację takimi gitarzystami jak Joe Satriani, Yngwie Malmsteen i tuzinem innych. Nie twierdzę, że są to źli gitarzyści. Nie robią dziś oni jednak na mnie takiego wrażenia jak dawniej, choć chętnie do nich wracam. Uwielbiam natomiast gitarzystów jazzowych, zwłaszcza Pata Martino i Pata Metheny.



Zobacz pozostałe artykuly

Kanał RSS | Xięga Gości | Statystyki | Ankiety | Baner | Tech-info | Mapa | Nowości

© 2002 - 2017 Fulara.com
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Kontakt: